o w mordę, czarna dziura!

8 lutego 2009

W przerwie w pracy (kocham niedziele) zbiera się wszystkie linki z zeszłego miesiąca i próbuje wyłapać te co ciekawsze, resztę niech zassa wiatr zakładek.

Zacznijmy od tego że jakiś rok temu trafiłem na ten wpis oraz to wideo:

Solar, with lyrics. from flight404 on Vimeo.

Ładne.
Niedawno okazało się, że chłopcy z ArsThanea też takie umieją i serce się raduje po Polak potrafi, w dodatku przy pomocy mózgu i palców, a nie syndromu BHO. Warto popatrzeć na to cacka, tego się nie zrobi we Flashu (jeszcze długo), w dodatku warto popatrzeć na kod przedstawiony przez arsów. I tu pojawia się pytanie za 1000 punktów

CZY TYLKO JA ZASTANAWIAŁEM SIĘ ZAWSZE SKĄD SIĘ WZIĄŁ PERLIN W PERLIN NOISE?

Nie ma głupich pytań, za to od czasu do czasu w linkach można znaleźć coś ciekawego. Okazuje się że Perlin to nazwisko tego przesympatycznego pana, któremu zawdzięczamy wynalezienie generatora szumów (w dowolnie wymiarowej przestrzeni). Jak to się stało, czemu zazwyczaj służy i jak to działa możemy znaleźć w tej prezentacji. Tak oto królowa nauk i jej niedorozwinięte dziecię, śtuka, spotykają się. Więcej perlinów nam trzeba. I więcej czarnych dziur.

A jeśli komuś się nudzi bardzo to może zagrać sobie w życie. Ta stara zabawa wymyślona przez Johna Conwaya bazuje na idei automatu komórkowego – magiczne zwierze które nadaje się do symulacji wszelkiego rodzaju (kiedyś czytałem artykuł w delcie o symulacji ruchu/korków na jezdni przy pomocy owych). Jeśli kogoś interesują stworzenia to tutaj mamy program do zabawy o wdzięcznej nazwie Golly. Polecam nagłówek strony stworzony właśnie przy pomocy gry w życie.

Uff, wyplute. Więcej Perlinów, więcej czarnych dziur, więcej życia.
I znowu do roboty.

Bill i obieg informacji

6 lutego 2009

Zaczyna się od informacji od Petera Elsta na twitterze. Link prowadzi do artykułu na gizmondo. Po chwili można już obejrzeć prezentację:

Na koniec jako człowiek bez telewizora (internet zaoszczędzi mój czas! (ta, jasne)) otwieram gazeta.pl i czytam:

Występ Gatesa wywołał popłoch wśród uczestników.

Po pierwsze jako fan TED stwierdzam że warto by zacytować na jakiej konferencji odbyła się owa prezentacja. Ale nie, cicho sza, bo po co, wystarczy powiedzieć że wszystko odbyło się na konferencji technologicznej w kalifornijskim mieście Long Beach.

Po drugie gdzie jest ten popłoch na sali?

Po trzecie (co już od jakiegoś czasu nie jest nowością) dochodzę do wniosku że cudownie zmienił się obieg informacji, kiedy ważnych dla mnie newsów dowiaduję się bezpośrednio ze źródła, a nie jakiegoś pismaka, który nie wie co to research.

Po czwarte, prezentacja Billa zawiera znacznie bardziej interesujący mnie fragment na temat nauczycieli oraz sposobów edukacji. Polecam, spieprzam, adios.

wymiary

28 stycznia 2009

Jako miłośnik matematyki i przeróżnych wynalazków z nią związanych trafiam bez przerwy na wszelkiego rodzaju jej objawy w życiu codziennym.

Jednym z nich jest na przykład twierdzenie że wstęgę Moebiusa można identyfikować z papierem toaletowym – oba obiekty mają tylko jedną stronę (matematycy powiedzieliby że mają ten sam niezmiennik topologiczny, albo coś w tym stylu).

Lub kiedy pracowałem parę lat temu nad hiperdrzewem we flashu i trzeba było nauczyć się szybko co to rzut stereograficzny, sfera Riemanna i inne takie.

Albo ten typ w metrze, ogień w oczach, czapka i zarost, opowiadający koledze głosem pewniaka “Dwie trzecie to dla mnie nie jest liczba. Dwie trzecie to wynik dzielenia 2 przez 3. Za to 3 to jest liczba”. I już usta się otwierają do wyjaśnienia że w takim razie 3 to też nie jest liczba bo 3 to wynik sumy 2 oraz 1, a dwie trzecie to po prostu liczba wymierna, ale po chwili okazuje się że był to po prostu opad szczęki i odzywać się nie chce. Jest coś takiego jak rozumienie liczb i czapka&zarost najwyraźniej do tego punktu nie dotarł.

Wydana w 1884 powieść Edwina Abbotta “Flatland” opisywała świat dwuwymiarowy zamieszkiwany przez płaszczaki. O ile człowieka można w pewien sposób utożsamiać z torusem (przewód pokarmowy to w gruncie rzeczy dziura na wylot) co w przestrzeni 3-wymiarowej nie jest powodem do zmartwień, o tyle płaszczak na przykład gdyby zastosować do niego ten sam koncept miałby kęsim i przesrane, bo jego układ pokarmowy dzieliłby go na dwie części. A spróbuj się płaskie dziecko jeszcze wysikać i już masz trzyczęściowy problem (zwłaszcza gdy 3 jest liczbą).

W ten sposób docieramy do genialnego filmu o wymiarach o niewiele mówiącym tytule “Wymiary”. Polecam wszystkie części (kliknijcie w linka, bo warto oglądać w większym rozmiarze), można zobaczyć jakimi zabawkami bawią się matematycy. W drugiej części (bo 2 też jest liczbą) The Cube występował hipersześcian, idea z początku trudna do zrozumienia, ale dzięki Dimensions można przyjemnie poobcować ze zwierzęciem.

No i na koniec jeszcze mały wtręt z youtube, gdzie Robert Bryanton tłumaczy jak można rozumieć 10 wymiar.

Oczywiście zakładając że 10 jest liczbą. Miłej zabawy.

David Carson, TED

23 stycznia 2009

Carsona (i Nevilla Brody’ego) pokazał mi kiedyś Tencin, kiedy mieszkał jeszcze na Kabatach, a ja wpadłem w odwiedziny. To było dla mnie ponowne odkrycie typografii. Na stronie można znaleźć dlaczego warto go obejrzeć, ale mimo wszystko zacytuję:

Why you should listen to him:

David Carson’s boundary-breaking typography in the 1990s, in Ray Gun magazine and other pop-cult books, ushered in a new vision of type and page design — quite simply, breaking the traditional mold of type on a page and demanding fresh eyes from the reader. Squishing, smashing, slanting and enchanting the words on a layout, Carson made the point, over and over, that letters on a page are art. You can see the repercussions of his work to this day, on a million Flash intro pages (and probably just as many skateboards and T-shirts).

do podpisu

22 stycznia 2009

O głupim patentowaniu w oprogramowaniu już kiedyś pisałem. Teraz każdy może dołożyć swoją cegiełkę w słusznej sprawie.
Przygotowane banery są brzydkie jak sto nieszczęść, ale co zrobić

stopsoftwarepatents.eu petition banner

Korpo zazwyczaj podchodzi od tyłu

21 stycznia 2009

Od paru dni zielono mi, chociaż wcale nie tak radośnie, bo zielone leci z otworów gębowych. Po raz kolejny w tym roku zresztą, co nie jest fajne (oj nie, nie). Będąc chorym nie da się przegapić najlepszych serwowanych newsów czyli zaprzysiężenia Obamy oraz otworzenia protokołu RTMP .

Casus nowego prezydenta USA jest o tyle interesujący, że transmisja ceremonii odbyła się via Silverlight, co być może kiedyś wzbudziłoby we mnie jakieś emocje jako człowieka

  1. zajmującego się zawodowo flashem
  2. nie lubiącego korporacyjnych gierek
  3. mającego gdzieś estetykę MS

ale obecnie ani mnie to w tę, ani we w tę. Oczywiście go, Obama, go, po Bushu powinno być już tylko lepiej, nie o politykę w tym wpisie chodzi, lecz o drobny fakt, że gdzieś tam w zakamarkach resztek mojej zaflegmionej obecnie jaźni Microsoft, Adobe, Apple oraz inne tego typu molochy zrównały się jako korporacyjne byty, niewiele mające wspólnego z tym żeby mi zrobić dobrze, a raczej nastawione wyłącznie na profit. Najbardziej interesującym mnie przypadkiem jest Adobe, zwłaszcza w kontekście opisanym przez maliego, więc skupmy się na tym.

Świętej pamięci Macromedia elegancko wchłonięta wydawała się być cool. Miała fajne pomysły, fajnych ludzi i dobrze się komunikowała ze społecznością designersko/developerską. Można było kupić soft przez sieć za dolary i nikomu nie przeszkadzało że jesteś z Polski. Nie przeszkadzało, ale również nie obchodziło, ponieważ MM miała głęboko nasze gorące błagania o poprawkę flashplayera dotyczącą polskich liter. Poprawka została uwzględniona o ile dobrze pamiętam w wersji 7, dawno po tym jak (Łukasz Dyszy?) napisano kod obchodzący problem.
To było dosyć dawno temu, tak dawno że większość obecnych flash developerów była wtedy zygotą.
Albo sprawdzali czy już mają zarost.
Jedno z tych dwóch w każdym razie.

Z czasem zaczęło się pogarszać – po przejęciu przez Adobego nagle soft przestał kosztować tyle samo co w USA, nagle nie można było go kupić z Polski (co później tłumaczono wstępem do UE) i zamiast rodzinnie i przytulnie (big happy family!) zaczęło być korpokorpo.

Nie lubimy korpokorpo. Być może dlatego że zmieniają ludzi w wyznawców religii swoich produktów, a być może dlatego że znowu obejrzałem Fight Club, a potem Natural Born Killers, więc jestem wyczulony na korpościemę?
Nie ma nic złego w tym że Piotrek pracuje dla Adobe, parę lat temu sam chętnie dla nich bym pracował. Coś złego jest w nazywaniu stanowiska “Ewangelistą” – mieszanie religijnej ściemy z korpościemą to dla mnie zdecydowanie za dużo. Zwłaszcza że, przypomnijmy, w katokorpo 4 dostępne stanowiska ewangelistów są od dawna zajęte.

Przyznaję że trochę się podekscytowałem, kiedy został otwarty format AMF, ale po przeczytaniu go wszystko natychmiast mi opadło, bo cała ta specyfikacja jest od DAWNA dostępna, właśnie dzięki ludziom, którym chciało się to odkodować bez “pozwolenia” i pieprzonej notki prasowej “Adobe coś tam otwiera”. W dodatku to co zostało opisane to sam format danych, a nie sposób ich wykorzystania (co się dzieje między flashplayerem a serwerem) czy przykładowa implementacja – po tę również lepiej się udać do środowiska opensource.

Z RTMP jest to samo. Jeśli ktoś chce zobaczyć co kotek ma w środku, to można zrobić to już teraz, bez czekania aż Adobe ruszy tryby machiny pr i wypluje z siebie przyzwoicie wyglądającą dokumentację, która w gruncie rzeczy będzie powtórzeniem tego co już wszyscy wiedzą, a na co czekali 3,5 roku.

Dlatego mali, nie, nie cieszę się. Otwarcie RTMP to tylko korpościema – jak znam życie dokument będzie opisywał protokół RTMP, a nie jego obsługę przez flashplayera i FMS. Co zresztą nie ma dla mnie takiego znaczenia, bo oczy mam wypalone od patrzenia na sniffer i wydruki pakietów, żeby zrozumieć jak draństwo działa. Jeje, jeżeli istnieje jakiś klub nielicznych pojebów potrafiących dekodować RTMP i AMF patrząc na postać szesnastkową, to zdecydowanie powinienem dostać legitymację.

Trudno nazwać otwarciem czegoś co jest od dawna otwarte, notka prasowa tego nie zmieni, a mam wrażenie że przez takie ruchy Adobe zraża sobie tylko kolejnych developerów – ktoś próbuje z nas zrobić idiotów, co być może jest w pewnym sensie dobre (obrażanie cudzej inteligencji znakomicie wpływa na pozbycie się złudzeń), jednak nie zmienia faktu, że

  • cena softu Adobe nadal jest w euro i znacznie wyższa niż w USA
  • współdzielenie ekranu (czyli screensharing) działa tylko przez specjalną wtyczkę (breeze, baby breeze)
  • a RTMPE i RTMFP będą nadal zamknięte.

Więc fak ju wery macz, uczcie się angielskiego i innych języków, bo pewnego dnia może się okazać że flashplayer już nie jest tak popularny, a pracy trzeba szukać w jakichś dotnetach lub innych dżawach, co i tak nie będzie miało znaczenia, kolejny język, kolejna platforma, at mortem usrandum.
Ja się znowu odnalazłem w językach funkcyjnych i koduję sobie w Erlangu, który być może i wywodzi się z korpo, ale to korpo jest bardziej przyjazne i udostępniło kompletne źródła platformy. I język jakby rozsądniejszy i Skandynawia ciut milsza, ludzie bardziej pro ludzie. Tak sobie rozmyślając idę dalej podcierać kinola, niech zima nigdy się nie kończy, 2009 here I come, jeje.

powrót

11 grudnia 2008

A w głowie całkiem lekko.

ateizm walczący

17 czerwca 2007

W maju ukazała się książka Richarda Dawkinsa “Bóg urojony”, a w obecnym Przekroju wywiad z autorem.
Jakby ktoś chciał obejrzeć w dodatku jak Dawkins przemawia na TED to proszę.

wziór na blat

29 maja 2007

ktoś to jeszcze czyta??
ostatnio palce mam do klawiaturowych wybryków, a odstawienie pisania na dalszy plan powoduje tylko ciążenie – coś tam wisi z tyłu głowy i nie daje spokoju. Cały czas chcę wrócić do do dodo, ale jakoś nie da się, milion spraw ważniejszych (remont, praca, szkoła, dupa maryni, niepotrzebne skreślić).
Wydarzyło się mnóstwo spraw w branży – wystarczy prześledzić blogi u maliego i Michała (linkz in sajdbar bejbi), w międzyczasie flab wrócił z dalekiej podróży (trochę się zastanawiamy co dalej), ja szukam jakiejś świetnie ;) płatnej roboty na wakacje masterując przy okazji railsy i bazy danych. Wisi mi przed oczami mały tutek flash&rails, zobaczymy jak z tym będzie, może uda się pstryknąć coś na początku czerwca.
Tymczasem adios, more news soon, idę pisać kantatę dla Warszawy-Włochy.

5 faktów

2 marca 2007

o których nie wiecie, no przynajmniej część z was. :)
Labrie mnie w to wciągnął, a ja korzystając z przerwy między pracą a nocą dałem się. Zasady przeczytacie u niego, a co.

1. Gdy byłem dużo młodszy trenowałem narciarstwo zjazdowe. Została mi z tego miłość do nart, zimy i trochę mocnych mięśni nóg.

2. Znam potęgi dwójki aż do szesnastej. Kiedy zacząłem uczyć się assemblera Z80 na moim Timexie 2048 nie miałem jak przeliczać liczb dziesiętnych na szesnastkowe i dwójkowe, więc się nauczyłem i liczyłem na papierze. Miałem wtedy około 13,14 lat, liczby osiadły w głowie i przetrwały do dziś. Tak samo jak znajomość pi do tego 3.14159265 miejsca

3. Maga, moja suka (aktualnie u kochanych rodziców), dostała imię po bohaterce mojej ulubionej książki. Jest dobermanką, przy okazji nieźle stukniętą (w przemiły debilno-wesoły sposób).

4. Jakiś szmat czasu temu, kiedy jeszcze były mi w głowie takie rzeczy, stwierdziliśmy z moim kumplem Pawłem K. na imprezie że tego wieczoru będziemy pili wódkę ze szklanek (pełnych), haustem za jednym razem. Po pierwszej kolejce, kiedy alkohol nie walnął nas jeszcze zbyt mocno stwierdziliśmy że drugie 0.5 to będzie za mało (swoją drogą to niezły widok kiedy butelka rozlewa się do 2 szklanek i nic nie zostaje) poszliśmy do nocnego i już podczas tej podróży było co najmniej chwiejnie. Po powrocie nie znaleźliśmy drugiej butelki którą zostawiliśmy, ale może to i dobrze. Po drugiej szklankowej kolejce pamiętam tylko jak chrzciłem tańczących ludzi spryskiwaczem do kwiatów.
Wnioski:
- da się
- nie wolno więcej niż 1
Na szczęście było to na tyle dawno że teraz może przybrać postać anegdoty.

5. Lubię gotować :) Nie mam zamiaru zostać szefem wielkiej restauracji, więc nie umiem posiekać marchewki na milimetrowe talarki w 3.4 sekundy, ale za to nieźle wychodzą mi kompozycje smaków (zapachów, tekstur, temperatur, dodajcie jeszcze co chcecie).

I to by było na tyle. O kolejnych pięć osób będzie ciężko bo z tego co widziałem już wiele osób to zjawisko dotknęło, ale jakby co może spróbowaliby owi:
maliboo, który nie pisze od grudnia, więc może wreszcie ruszy dupsko i wróci
MaW
onechaos
sema
zalew